Po co są dogmaty?

Dariusz Kowalczyk SJ

  Słowo „dogmat” ma wiele znaczeń, a jego ścisły, dogmatyczny sens został określony stosunkowo niedawno, bo dopiero na Soborze Watykańskim I, który stwierdził: „Wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko, co jest zawarte w słowie Bożym spisanym lub przekazanym Tradycją i przez Kościół jest podawane do wierzenia jako przez Boga objawione, czy to w uroczystym orzeczeniu, czy to w zwyczajnym i powszechnym nauczaniu” (DS, nr 3011). A zatem w ścisłym znaczeniu (znanym jedynie w epoce współczesnej) dogmat oznacza doktrynę, w której Kościół wykłada w sposób definitywny prawdę objawioną, w formie, która obowiązuje wierzących w taki sposób, że jej zanegowanie jest odrzucane jako herezja, pod sankcją anatemy. I tak jeśli chrześcijanin twierdziłby na przykład, że Matka Boża nie została z ciałem i duszą wzięta do nieba, tak jak to ogłosił uroczyście Pius XII w 1950 roku (nota bene jest to ostatni z ogłoszonych dogmatów), to popełniłby herezję.

Po co jednak w ogóle ogłoszono ten i inne dogmaty? Można by odpowiedzieć krótko: Dla dobra Kościoła i każdego wierzącego. Ale zacznijmy od początku. W Ewangelii św. Jana znajdujemy takie oto słowo Jezusa: „Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy” (16,12-13). Gdzie indziej Jezus zwraca się do Piotra z następującą obietnicą: „Ty jesteś Piotr, [czyli skała], i na tej skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą” (Mt 16,18). A zatem Jezus powołał Kościół, ale zapewnił mu asystencję Ducha Świętego, która jest gwarantem jego nieomylności. Ta nieomylność nie oznacza jednak, że wszystko, co mówią ludzie Kościoła, z papieżem włącznie, jest zawsze prawdziwe. Chodzi o to, że Kościół jako całość nie pobłądzi w tym, co jest istotne z punktu widzenia nauki o zbawieniu człowieka. W pewnych kluczowych sytuacjach Kościół odwołuje się do obietnicy Jezusa i rozwiewa wątpliwości ogłaszając jakiś dogmat. Kiedy na przykład głoszono różne koncepcje dotyczące Jezusa, Kościół w pewnym momencie rozważył tę kwestię i odrzucił opinie fałszywe potwierdzając, że Jezus jest prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem (dogmatyczne sformułowanie wyrażające te prawdę mówi o jednej osobie i dwóch naturach Jezusa). Gdyby Kościół nie mógł czegoś takiego uczynić, to okazałoby się, że wierni zdani są na ciągłe wątpliwości w sprawie najistotniejszej, bo dotyczącej samego Chrystusa. Jezus zakładając swój Kościół nie zakpił sobie z ludzi wystawiając ich na nieustanną niepewność wiary, choć – z drugiej strony – nie oznacza to, że określił wszystko z góry i w sposób jednoznaczny.

Czy istnienie dogmatów nie prowadzi jednak – czego niektórzy się obawiają – do skostnienia wiary? Nie, gdyż prawda dogmatów nie jest prawdą zamkniętą i ograniczoną do litery. Dogmaty nie powinny być rozumiane jako matematyczne aksjomaty lub zasady prawne, z których można wyprowadzać konkluzje, nie wychodząc poza obręb samych sformułowań. Prawdę dogmatów należy ujmować w dynamice „już i jeszcze nie”, to znaczy ze świadomością, że już poznaliśmy prawdę o zbawieniu, ale nie zrealizowała się ona jeszcze w pełni, że jesteśmy wciąż w drodze. Bo choć ogłoszenie dogmatu zamyka pewną drogę Kościoła, to zarazem otwiera nowe perspektywy. Przecież na przykład dogmat o niepokalanym poczęciu wskazuje na pewną prawdę, ale prawda ta wciąż domaga się nowych, głębszych i bardziej całościowych interpretacji. Dogmaty są swego rodzaju znakami drogowymi, które pozwalają nie zagubić drogi, ale przecież nie zatrzymują nas w ruchu, wręcz przeciwnie, zachęcają do osiągnięcia celu, który wciąż przed nami.

Jan XXIII w przemówieniu inaugurującym Sobór Watykański II przypomniał, że „czym innym jest depozyt wiary, czyli prawdy zawarte w naszej czcigodnej nauce, a czym innym sposób ich wyrażania” (AAS, nr 54/1962, s. 92). Z tego wynika, że historycznie uwarunkowane formuły wiary (dogmaty) wymagają interpretacji, aby się nie okazało, że literalne powtarzanie formuł przeszłości prowadzi do zagubienia pierwotnego sensu. Czy to oznacza, że dogmaty są formułami przejściowymi? Nie, pod warunkiem, że odczytujemy je pamiętając o kontekście, w którym zostały sformułowane. Bywa bowiem tak, że pewne pojęcia i wyrażenia, co innego oznaczają dzisiaj, niż przed wiekami. Nie jest możliwe oddzielenie treści i formy dogmatu, tak jak oddziela się ciało od ubrania. Nie da się wyrazić prawdy w jakiejś „czystej” i wiecznej formie. Ludzki język ze swej natury bowiem podlega zmianom. Trzeba jednak rozróżniać treść od formy. Takie rozróżnienie nie oznacza jednoznacznego i jednorazowego oddzielenia, ale odsyła nas do zasad interpretacji tekstu. To, co zostało w określonym czasie definitywnie ogłoszone jako prawdziwe, czyli jako dogmat, nie może – skoro ma gwarancje Ducha Świętego – nie zachować swej zasadniczej ważności w następnym okresie, jednak dostrzeżenie tego wymaga właśnie interpretacji. Podsumowując, dogmaty są wyrazem troski Boga o nasze zbawienie, z czego jednak nie wynika, że zwalniają nas od intelektualnej odpowiedzialności.

Dariusz Kowalczyk SJ