Jak nie stracić wiary? Co mam robić, jak się nie bać o to, że Boga może nie być?

Komentarze

  • 2015-04-13 12:09:36

    Dziękuję ojcze za odpowiedź. Moze to ludzka obawa o to co będzie po śmierci, dlaczego jesteśmy tacy mali w kosmosie podsyca szukania prawdy o istnieniu człowieka, sensu życia i Boga.
    Co do dowodów na istnienie Boga to chyba jednak jakieś są np. Całun Turyński, Fatima, Guadalupe, powstanie tak precyzyjnej i skomplikowanej "maszyny" jaką jest wszechświat...
    Czy Bóg nie obrazi się na mnie jeśli tak powątpiewam, szukam dowodów?
    - Łukasz -
  • 2015-04-13 12:12:02

    Nie obraził się na św. Tomasza, tym bardziej nie obrazi się na pana :)
    - Paweł Rakowski SJ -
  • 2015-04-13 12:23:31

    Aha wyczytałem, że do zbawienia potrzebna jest wiara, ze dobre uczynki nie gwarantuja zbawienia, np. ateisci, ktorzy czynia dobro, itp. Tak chyba mowi Bibila a stanowisko kosciola od zawsze powtarza, zeby byc dobry dla ludzi czlowiekiem, uczynnym. No i co w takiej sytuacji maja powiedziec dobzi i kochajacy ludzi ateisci?
    - Łukasz -
  • 2015-04-14 02:30:55

    "precyzyjnej i skomplikowanej "maszyny" jaką jest wszechświat..." i chyba to wystarczy. Jeśli coś tworzysz musisz obmyśleć dokładnie, żeby to działało. Z chaosu nie powstanie logika. a jakby nie patrzeć to wszystko ma jakieś zastosowanie i złożoność. chociażby człowiek: ma ten sailnik-serce i rury z paliwem - żyły, i inne potrzebne narządy. O ile po wybuchu mogłyby powstać rośliny itp. to tak ogromna różnorodność stworzeń żywych (działających "maszyn") nie może być dziełem chaosu. za dużo logiki dookoła, w przyrodzie i człowieku by było to dziełem reakcji. czyli jest myśl. i musi ona do kogoś należeć. śmieszne jest to, że Bóg tym logicznym ludziom musi ukazywać nielogicznerzeczy, by uwierzyli, albo choć zaczeli myśleć- cuda. Skąd jest człowiek i dokąd zmierza?
    - ikln -
  • 2015-04-14 08:09:03

    No wlasnie, czy Fatima i inne zatwierdzone przez kosciol objawienia to nie dowod na istnienie Boga? Racjonalisci zarzucaja kosciolowi oszustwa, tlumacza "racjonalnie" te zjawiska. Co ojciec o tym sadzi?
    - Lukasz -
  • 2015-04-15 11:33:39

    objawienia? niktórzy wierza w NMP w kałuży, na oknie itp. nikt nie musi w nie wierzyc, bo one nie sa nikomu do szczescia potrzebne. o ile sie nie myle to ta diabelska małpa też podszywa sie pod boże objawienia. problemem racjonalistów jest ich zamknięcie sięb we własnym pojmowaniu. i moga iść tak w zaparte ze pomrą zapatrzeni w swoje mądrości. a tu dopiero bedą mieć niespodziankę, w którą wcześniej nie chcieli wierzyć. ale podopbnie jest z katolikami, którzy szukają diabla we wszystkim, przy okazji robiąc z siebie oszołomów, bo są tak samo ograniczeni. jedyne co można racjonalistom powiedzieć to: spróbuj a dopiero potem mów. tylko, że muszą mieć otwarty umysł. i nie mówie o otwarciu na objawienia obecne. tylko niech spróbuja chodzić do kościoła, na msze, jesli moga to do komuni i słuchać. nikogo nie da sie przekonać do niczego. on sam,m musi doświadczyć. i to nie nasze zadanie do mówienia:" musicie mi uwierzyć", bo nie musza. a pan niech sam zdecyduje w ktora strone chce iść. bo jeśli pan wie (albo wierzy), że Bóg jest to po cczego pan szuka u rmartwych, racjonalistów? niech pan idzie głębiej szczerze i w Niego, żeby w końcu sie pan dowiedział w kogo wierzy. On jest żywy!!!!!!!!!!!

    - oko -
  • 2015-04-15 13:21:06

    -Łukasz-


    Też często zadawałem sobie to pytanie i teraz postaram się odpowiedzieć co wiem i co czuję.

    Każdy grzech oddziela nas od Boga i każdy grzech jest godny potępienia
    i nie ma ani jednego sprawiedliwego na świecie bo każdy choćby nie wiem jak był pełen dobrych uczynków to popełnia również grzechy, które są obrzydliwe w ,,oczach" Boga. Więc nikt tak naprawdę nie jest
    w stanie wejść do Królestwa Niebieskiego poprzez jedynie samo swoje dobre postępowanie, czyny choćby miał ich tysiące a tylko powiedzmy jeden grzech który potępia Bóg, który jest nieskazitelny i bezgrzeszny to nie może tam wejść. Dlatego więc Bóg zesłał Jezusa, który stał się ofiarą przebłagalną za nas - abyśmy my dzięki Bożej łasce - uwierzeniu w Jezusa mogli dojść do zbawienia. No i teraz pytanie o uczynki ...

    Jako uczniowie Jezusa nie możemy i wierzę, że wtedy już nie chcemy pełnić złych uczynków ani dawać złego przykładu w swoim życiu - oczywiście zdarza nam się popełniać zło, ale co innego gdy czynimy z premedytacją a co innego tylko przez to, iż jesteśmy słabi. Więc nie może ktoś powiedzieć - wierzę w Jezusa, ale będzie gardził innymi ludźmi. Nie można mieć jednocześnie Jezusa w sercu i piany na ustach. Więc jako uczniowie Jezusa powołani jesteśmy do pełnienia dobrych uczynków. Ja sam przed nawróceniem twierdziłem, że jestem ekstra dobry. Pewnie. Nie byłem zły - nie wierzyłem w Boga a byłem bardziej miłosierny niż być może nie jeden, który chodził do Kościoła. Teraz wiem, że nie możemy porównywać się do innych ludzi bo wpadamy w wielką pychę gdy znajdziemy kogoś ,,gorszego". Co zaś tyczy się dobra - dzięki Jezusowi idę a przynajmniej staram się iść dalej w czynieniu dobra niż wtedy kiedy wydawało mi się, że jestem taki dobry i z pewnością pójdę do nieba.

    Oczywiście rodzą się jeszcze pytania ? Skoro są ludzie, którzy nie spotkali w swoim życiu Jezusa, ale powiedzmy ratują życie setkom czy tysiącom dzieci to ich uczynki zdają się na nic ? Oczywiście, że nie - ale czy to wystarczy do zbawienia ? Odpowiedź chyba jest na początku aczkolwiek każdy dobry uczynek względem drugiego człowieka jest dobrem wyrządzonym samemu Jezusowi więc osąd zostawmy Bogu.

    Gdzieś u protestantów czytałem, że w każdy kto nie uzna Jezusa za swojego zbawiciela znajdzie się w piekle - więc i taki co uratował życie tysiącom dzieci jak
    i morderca, który wielu ludziom odebrał ziemskie życie. Wydaje mi się, że Bóg również będzie patrzył nie tylko na samą niewiarę, ale i na przyczyny.

    „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” ......

    - [email protected] -
  • 2015-04-15 20:44:29

    Lukasz
    kiedys weszlismy na temat wiary z ateista dlugoletnim rektorem jednego z najstarszych uniwersytetow w Europie.Zapytalem go skad wg.niego wzial sie Wszechswiat?No coz odpowiedzial.Zaistnial.No ale jak to,jak wg.ciebie zaistnial?Przeciez jestes naukowcem i doskonale wiesz,ze w nauce zawsze cos z czegos wynika?Nie ma czegos takiego "zaistnial"!A zycie?No,zaczal o pierwotniej zupie i ogromnej ilosci kombinacji jakie zachodzily....Na nastepny dzien stwierdzil,ze jako biolog musi przyznac,ze samoistne powstanie najprostszej komurki zywej jest niemozliwe.Gdyby jednak okazalo sie,ze sa takie mozliwosci to przy tej liczbie kombinacji i miliardow lat musialby byc chaos a jest idealny porzadek.A inteligencja?Myslisz,ze martwe kamienie obstukujac sie dokonaly powstania zycia i jest to efekt ich obijania sie o siebie,ze sobie dyskutujemy?Odpowiedzial mi tak;nigdy sie nad tym nie zastanawialem i nikt nigdy mnie nauczyl o Bogu a wiec nawet trudno mi sobie to wyobrazic.Ale stary juz jestem to i niedlugo sie przekonam i narazie nie chce o tym myslec..
    A co sadzisz o Fatimie?Znowu nastepnego dnia zasugerowal,ze mogloby byc to UFO ale skad znowu UFO?No tak,skad UFO...
    - BJ -
  • 2015-04-15 21:40:03

    Paweł Rakowski SJ

    "Nikt z nas nie jest w stanie przekroczyć śmierci, ani granic tego wszechświata, więc nigdy „naukowo” nie zostaną zbadane te dwie przestrzenie." - owszem, tak jest. Warto jednak zwrócić uwagę na Zmartwychwstanie po którym około 500 osób (o ile pamiętam) miało szczęście i widziało Jezusa.
    - Jozue -
  • 2015-04-16 13:46:57

    Chrystus powiedział, że jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to nawet gdyby ktoś umarly powstal , nie uwierzą.

    Ks. Michal Sopoćko napisał w swoim "Dzienniku"
    Ewangelia nie polega na tym, by glosić, że grzesznicy powinni stać się dobrymi,
    lecz że Bóg jest dobry dla grzeszników.

    - Anka -
  • 2015-04-17 09:51:49

    Hej, kolego/koleżanko zadająca pytanie - NIE jesteś sam - takie wątpliwosci ma miliony ludzi. Dzisiejszy swiat "udowadnia" ze Boga nie ma, ze to bzdura, niemozliwe - i faktycznie, wszystko "wskazuje" na to ze Boga nie ma. Ze jak, po co mialby zajmowac się tą kuleczką materii, gdzies w oceanie wszeświata? Po co? Skoro jednym "pstryknięciem" mógłby stworzyć raj, zmienić nasze losy, wiec po co cierpienie, po co ofiara Jezusa, po co miliardy ludzi muszą umeirac w strachu, niepewne co nas czeka dalej?

    Ale wiesz, ja też mam te pytania, one czasem są przerażające, bo ateizm, mimo ze pozornie taki logiczny, ma jedną słabą strone - nie oferuje w zamian NIC. Ateizm to pustka, zostaje tylko jedzenie, kopulacja, sen. I co dalej? Powiem Ci co trzyma często mnie w pionie, mimo ze watpie b. czesto.
    1/ Historia Kosciola - 2000 lat i nadal trwa - to nie jest przypadek
    2/ Historycznosc Jezusa -to jest fakt. Kwestia tego czy wierzysz ze zstąpił tu jako Bóg czy nie. Ale on istniał i są na to żelazne dowody (które oczywiscie, cześc ludzi... neguje)
    3/ Inni ludzie - czy wiesz ze Matka teresa wątpiła całe DEKADY? Cierpiała, bo oddała siebie czemus, w co czesto, przez wiele lat nie wierzyla. Ale nadal klekała przed najświętszym Sakramentem i prosiła o odpowiedz - Panie, czy Ty jestes?
    A tysiace swietych? Za CO umarli? Za kłamstwo? Oddali zycie dla kłamstwa?
    I teraz ostatnie - nawet jesli Boga miałoby nie być, to ja chce zyc tak, jakby był i jakim ukazał nam się w Nowym testamecie - czuły, kochający Bóg, dobry i sprawiedliwy, który nie zagasi knotka i nie złamie trzciny nadłamanej. Spokojnie, daj sobie czas, i staraj się zyc ze swoim lękiem - czy mbardziej udowadniasz, tym bardziej sie bedziesz bał. Wyluzuj, daj sobie czas i głowa do góry. Pozdr.

    - pasikonik -
  • 2015-04-17 20:15:53

    No właśnie - tylu świętych miało te ciemne noce, przez lata nawet - czy to nie jest naciągane z ich strony jak podczas takiej suszy duchowej pięknie to mówili o Ewangelii - wydaje mi się, że wtedy bardziej na zasadzie wiedzy mówili piękne słowa o Jezusie niż na płaszczyźnie odczuć, które były stłumione podczas tej duchowej posuchy. Z drugiej strony często ukazują nam się protestanci i nie tylko, którzy to zachowują się jakby już niczym się nie martwili - wtedy sobie zarzucam, że ja nic takiego nie czuję i że nie mam prawa do smutków skoro wierze w Jezusa a często dzieje się inaczej i obwiniam się, że się smucę że Bóg na pewno jest teraz na mnie zły i wpadam w poczucie winy ....
    - [email protected] -
  • 2015-05-18 09:57:19

    Kilka uwag do pytania i dyskusji:

    1. Św. Paweł napomina, żeby "zawsze być gotowym do obrony nadziei, która w nas jest." Jak pokazuje życie, katolicy zwykle nie potrafią sprostać temu zadaniu. W duszpasterstwie podkreśla się formację (charakteru) ale rozum leży sobie odłogiem. Widać to niestety po poziomie dyskusji na katolickich forach jak i w zadanym tu pytaniu autora wątku. Jest on najwyraźniej przerażony tym, że ma rozum. Zupełnie serio pyta, czy Bóg się na niego nie obrazi za używanie tego rozumu. Prędzej się obrazi za nieużywanie! "Nie otrzymaliście przecież ducha niewoli, żeby się znowu pogrążyć w bojaźni ale [...] ducha trzeźwego myślenia" (św. Paweł).

    2. W ramach terapii nerwicy intelektualnej (tj. stłumienia rozumu) należy sobie uświadomić, że Katolików obowiązuje DOGMAT ogłoszony na I Soborze Watykańskim, że "Boga można poznać w sposób pewny siłami naturalnego rozumu, bez pomocy łaski".
    W klasycznej apologetyce katolickiej zwykle NAJPIERW udowadniano istnienie Boga a potem przechodzono do prawd wiary danych w Objawieniu. A to dlatego, że nie można wierzyć Bogu, że Bóg jest. "Naturalne poznanie Boga jest trudne, praktycznie dostępne nielicznym i zawiera błędy" (Tomasz z Akwinu) ale katolik MUSI WIERZYĆ, że jest ono możliwe (nawet jeśli do tej pory nikt go doskonale nie osiągnął). Inaczej - anatema sit (odłączenie od Kościoła). A zatem trzeba uczyć się, uczyć i jeszcze raz uczyć.

    3. Wg klasycznego teizmu (św. Paweł, św. Augustyn, św. Anzelm, św. Tomasz, św. Jan od Krzyża) cierpienie jest dobre (jest dobrem instrumentalnym). Wszelkie trudności ("1000 trudności nie stanowi jednej wątpliwości" - jak pisał o. Woroniecki OP), załamania, noce ciemne i inne męczarnie są bardzo dobre. To droga krzyża.
    To samo mówi nauka. Cierpienie jest składową działania układu nerwowego, dzięki któremu człowiek orientuje się w świecie. Przekonanie, że Bóg powinien stworzyć hedoniczny raj na Ziemi, a wierzący mają zajmować się tłumaczeniem dlaczego nie stworzył, jest bez rozumu.

    4. Tzw. dowód z pragnienia naturalnego (pragnienie naturalne nie może być daremne np. Bóg istnieje ponieważ pragnę, żeby istniał, człowiek pragnie szczęścia, Bóg jest szczęściem człowieka, zatem Bóg istnieje) jest wątpliwy. Widzimy, że szereg pragnień naturalnych jest daremnych np. pragniemy zdrowia a chorujemy itd.. Taką argumentację można z łatwością odwrócić: Bóg nie istnieje, bo został wymyślony z potrzeby właśnie np. dla ulgi w cierpieniu, jako sposób kontroli społecznej (opium dla mas).
    Również społeczna użyteczność religii nie jest dowodem na prawdziwość jej twierdzeń. Gdyby tak było hinduizm - znacznie przecież starszy od chrześcijaństwa - trzeba by uznać za użyteczniejszy społecznie (prawdziwszy?). A co z pozostałymi religiami (ok. 800 głównych). Jakże nie zostały wyeliminowane przez dobór naturalny, jeśli były bezużyteczne (sprzeczność)?
    Argumenty z pragnienia naturalnego dowodzą jedynie, że religia jest skutecznym "klejem społecznym" do tego stopnia, że historia nie odnotowała populacji niereligijnych. Maya ludzi z przekonaniem oddawały życie nie tylko za Jezusa Chrystusa ale również dla Hitlera, czy Stalina itd. Ten mechanizm biologiczny występuje i wielu zwierząt żyjących stadnie np. u mrówek czy szczurów. Jeśli coś tu jest ciekawe to zjawisko masowego ateizmu charakterystyczne tylko dla Zachodu. Jest to ewolucyjna nowość. A 99% nowości (mutacji tradycji ) ląduje na tzw. śmietniku historii a tylko 1% genialnie zmienia "kierunek" dziejów.

    5. Dowodzenie istnienia Boga z przesłanek nauk przyrodniczych, czyli tzw. fizykoteologia (od XVII wieku) wykazała się jak dotąd znaczną owocnością nietrafnych sądów oraz doskonałym ośmieszeniem wiary. Zwykle to ona daje do ręki argumenty ateistom twierdząc, że Bóg "ręcznie" steruje światem, zmieniając i zawieszając prawa przyrody w interesie swoich, pobożnych czcicieli i w odpowiedzi na ich modlitwy. Taki stan rzeczy wykluczałby się z nauką z czego ateiści nie omieszkają oczywiście wykorzystać. Faktem jest przecież, że nauka istnieje.
    Z niejaskim zdziwieniem spotkałem również wierzących z tych samych powodów odrzucających naukę. Co pokazuje, że wierzyć można w cokolwiek np. w to, że świat został stworzony przed 5 minutami (wraz z fałszywą pamięcią jego mieszkańców). Jedynym weryfikatorem racjonalności wiary jest czas (vide: teoria ewolucji) a wyniki tej weryfikacji odkładają się w tradycji.
    Niektórzy filozofowie (Wittgenstein) twierdzą, że dyskusja nad prawdą i pewnością nie ma sensu poza dana tradycją (sposobem życia).

    6. Nie tylko ów długoletni rektor pewnego uniwersytetu sądził, że świat nie potrzebuje przyczyny swego istnienia. Kiedyś był to pogląd powszechny np. Arystoteles twierdził, że świat istnieje odwiecznie nie miał zatem tzw. początku. Założeniem nauki jest tzw. naturalizm metodologiczny, czyli dyrektywa, że świat należy wyjaśniać światem. Żadna teoria nie ma prawa działać jeżeli jej wynikania mogą być zastąpione nadprzyrodzoną interwencją. Jeżeli Bóg może np. zawiesić prawa grawitacji to żaden eksperyment nie może dać konkluzywnych wyników, bo nuż wynikły one z Boskiej interwencji.

    7. Ostatnia rzecz to zmiana tzw. duchowości. Zachód jest indywidualistyczny i kładzie szalony nacisk na "ja", ze wszystkimi tego, neurotycznymi konsekwencjami. Jak być szczęśliwym, pięknym i zdrowym, jak mieć powodzenie i nie zmarnować życia, jak dostać się do Nieba? Itd. Katolicyzm też podnosi "ja" ale tylko po to, żeby je ukrzyżować. Tylko po co budować ego, żeby je potem niszczyć?
    Widać to i w duchowości: wszystkiego masz osobiście doświadczyć, sam poznać, sam zdecydować. Życie wewnętrzne jest najważniejsze. Wewnętrzny dramat zbawienia, sumienie, droga, walka itd. Konsekwencją jest "neurotyczna osobowość naszych czasów". Mało interesujące czy to będzie osobowość ateistyczna czy nie. Takie są konsekwencje "wewnętrznego" rozstrzygania spraw, które "wewnętrzne" wcale nie są.
    Tego dawniej nie było. Wiara wynikała z liturgii (jak się modlimy tak wierzymy), tak jak język ludzki wynika z gestu (a wszelkie pojęcia abstrakcyjne z funkcji konkretnych układów motorycznych ciała). Wszelkie poznanie ludzkie jest społeczne, kulturowe. Nie ma języka prywatnego. Libertariańska wolna wola jest nonsensem itd.
    Sprawa jest w zasadzie banalna: przystępuje się do sakramentów albo nie. Mam łaskę albo nie. Jestem zbawiony albo nie. Już, teraz, odwiecznie przed założeniem świat lub nigdy i kiedykolwiek.
    To machina społeczna decyduje o mnie a nie ja o machinie. "Kto życie swoje straci ten je zyska".
    - Włodek -