Pytanie o wspólnoty w Kościele.

2015-01-11 19:29:59

Byłem na kursie „Filip”, wrażenie niestety nie za dobre, wielogodzinny maraton przez 3 dni, odebrałem to jak jakieś „pranie mózgu” - wymęczyć i rozmiękczyć. Zorientowałem się, że przy takich ewangelizacjach to standard. Czemu tak!?
Wziąłem też kilka razy udział w spotkaniach modlitewnych, po pewnym czasie dotarło do mnie, że zaczynam co rusz wietrzyć działanie złego – przestraszyłem się nie na żarty i przestałem chodzić, tym bardziej że w uczestnikach i prowadzących te spotkania było coś, co mnie niepokoiło, takie było też pierwsze wrażenie, które na początku zignorowałem.
W międzyczasie usłyszałem gdzieś, że w psychiatrykach jest niemało ludzi z widzeniami, głosami, takich, którzy się trochę za dużo modlili, za bardzo wczytywali w Biblię... I jeszcze taka opinia, z którą się ostatnio zetknąłem: kochać bliźniego swego jak siebie samego – nic dodać, nic ująć i tego się trzymać, ale wszelkie praktyki religijne raczej omijać, chyba że nie bierze się ich na serio. Jestem pewien, że Ksiądz nie po raz pierwszy słyszy podobne wątpliwości. Co wtedy Ksiądz mówi?
Będę wdzięczny za odpowiedź.
Pozdrawiam, Adam

Obecnie w Kościele mamy bardzo dużo najróżniejszych wspólnot, grup, stowarzyszeń, itd. Choć wszystkie mówią o tej samej rzeczywistości jaką jest relacja z Bogiem i próbują ją nam ułatwić, to każda z grup w pewien sposób operuje swoim „językiem” - ma swoje metody modlitwy, własne programy konferencyjne, swoją „ścieżkę”. Żadna z tych ścieżek nie jest ani lepsza ani gorsza. Do jednych będzie przemawiać cykl katechez we wspólnotach neokatechumenalnych, do drugich modlitwy spontaniczne w tak zwanych wspólnotach charyzmatycznych („tak zwanych”, ponieważ wszystkie są charyzmatyczne, łącznie z parafialnymi kółkami różańcowymi), a do jeszcze innych spotkanie z Bogiem w klimacie milczenia na rekolekcjach ignacjańskich lub jakiejś wspólnocie medytacyjnej. A jeszcze innym taka odrębna wspólnota nie jest potrzebna i świetnie odnajdują się w Kościele jako takim wypełniając wspaniale swoją rolę jako ojca i matki we własnej rodzinie. Święty Ignacy Loyola mawiał: „Jest czymś wielce niebezpiecznym chcieć wszystkich prowadzić tą samą drogą do doskonałości; taki człowiek nie rozumie, jak różne i jak liczne są dary Ducha Świętego”.

W każdej grupie religijnej jak i świeckiej może się zdarzyć, że spotkamy osoby cierpiące na różnego rodzaju choroby psychiczne. U jednych znajdują one ujście w religijności, u innych w zupełnie innym pozareligijnym kontekście. Nie generalizowałbym.

Paweł Rakowski SJ

zobacz komentarze [13]