Katolik czy heretyk?

2010-11-20 18:24:11

Jestem osobą zagubioną.

Z jednej strony, czuję się katoliczką. Wierzę w Boga w Trzech Osobach, i w Niepokalane Poczęcie, i że Pismo Święte nie myli się i nie kłamie. Bóg jest dla mnie Tajemnicą, ale akceptuję fakt, że w tym życiu nie zdołam jej rozwikłać. Nie zadaję więc pytań w rodzaju \"dlaczego Pan Bóg pozwala na takie zło, jeśli jest dobry\". Wierzę, że jest w tym jakiś ukryty cel, jakieś dobro, tylko my sobie go nie uświadamiamy; wierzę też, że po śmierci dane mi będzie wreszcie Zrozumieć. Wierzę, że Bóg jest wszechmocny i wszechwiedzący na sposób, którego nasze ograniczone umysły nie potrafią pojąć; na sposób, który można jedynie doświadczyć duchowo. Czasem tego doświadczam - w kropli rosy na źdźble trawy, w uśmiechu dziecka, w twarzy przyjaciela, w głosie mamy w słuchawce telefonu; w ciszy modlitwy ostatnio mniej.

Z drugiej strony - chyba katoliczką jednak nie jestem. Mój znajomy, którego bardzo szanuję za Jego inteligencję i mądrość życiową, powiedział mi ostatnio, że z religią to jest tak jak z va banque - bierze się wszystko albo nic. A ja przecież często inaczej interpretuję Pismo, niż ksiądz na metaforycznej ambonie. Z pewnością nie traktuję go dosłownie; biorę poprawkę na czasy, w których było napisane i ludzi, dla których zostało przeznaczone, a wtedy od znajomych konserwatystów słyszę: \"nadinterpretujesz\". Być może, ale serce nie pozwala mi interpretować inaczej. Nie jest to bowiem kwestia rozumowa: tak czuję i jak dotąd żaden argument nie zdołał tego zmienić. Dlatego pomiędzy moją wizją świata i Boga i wizją głoszoną przez kościół jest rozdźwięk; nie potrafię zaufać ludziom tak, jak ufam Bogu. Może to dlatego, że jestem cynikiem i nie wierzę w objawienia takie jak je opisują księża czy zakonnice. Nie wierzę w opętania ani bioenergioterapię ani w podróże w czasie. Wierzę za to, że w każdym człowieku jest iskra boża, ale tylko niektórym udaje się ją odnaleźć - nie w zewnętrznym świecie, w postaci pojawiającej się Matki Boskiej czy Chrystusa, ale w sobie, we własnej duszy. Ale to są prywatne objawienia i każdy może je zakwestionować; a ja nie ufam ludziom, nie wierzę, że mając możliwość, nie wykorzystaliby jej dla swoich celów - czy chociażby dla wyższych celów; tyle że kto zagwarantuje, że wyższy cel jest tym właściwym?

Tak więc nie wierzę w nieomylność kościoła (a zatem w nieomylność papieża też). Nie mogę wierzyć, skoro moja własna wewnętrzna busola mówi mi, że kościół się myli - że to wcale nie grzech być homoseksualistą (mam na myśli aktywność; nie przekonuje mnie zapis w KKK o tym, że homoseksualiści są powołani do życia w czystości. Powołanie jest sprawą świadomego wyboru, a nie konieczności biologicznej - homoseksualistą się człowiek rodzi; homoseksualista może wybrać życie w czystości dokładnie tak samo, jak heteroseksualista), że antykoncepcja nie jest grzechem (nie wierzę, że pojedynczy plemnik czy jajeczko to już życie; jest to potencjalne życie, tak, ale równie potencjalne, jak zeszyt i długopis na moim biurku są potencjalną powieścią; zapłodnione jajeczko - to już inna sprawa), że in vitro nie jest grzechem (z tych samych powodów), że aborcja to nie sprawa do regulacji przez państwo, ale przez jednostkę (bo dopóki nie będzie naukowych dowodów na to, że płód jest już osobą, dopóty aborcja będzie zależna od osobistego przekonania jednostki; ja uważam, że aborcja to grzech i morderstwo, ale być daleko nie wszyscy są tego zdania i powinni mieć prawną możliwość działania podług swojego przekonania). Jest tych spraw wiele więcej, ale nie miejsce i nie czas po temu, żeby się nad tym rozwodzić. 

Jeśli przez wieki kościół mylił się tak wiele razy, skąd pewność, że teraz właśnie ma rację? Wystarczy spojrzeć chociażby na kwestię celibatu księży. Z tego, co rozumiem, celibat jako powszechny wymóg usankcjonowano dopiero w XI wieku. Logicznie rzecz biorąc, oznacza to, że przez dziesięć wieków ludzie się mylili. Pytanie, czy mylili się starożytni, bezpośredni spadkobiercy Chrystusa, czy mylimy się my, żyjący w dwadzieścia wieków po Nim?

Tak czy inaczej pytanie brzmi: czy katolikiem się jest, ponieważ wierzy się w podstawowe prawdy wiary czy też jest się nim ponieważ bezkrytycznie przyjmuje się całe nauczanie kościoła? Czym w ogóle jest krytyka w kościele? Czasem mam wrażenie, że księża traktują ją samą jako grzech i samowykluczenie się ze wspólnoty chrześcijańskiej. A jeśli nie, to do jakiego stopnia krytyka pozostaje krytyką i pragnieniem zmian, gdzie zaś zaczyna się herezja? Czy moje instynktowne, wewnętrzne podważanie dogmatu o nieomylności papieża kwalifikuje się do herezji?

I, last but not least, czy mając takie przekonania, jakie mam, mam moralne prawo brać udział w sakramentach, w które też przecież wierzę?I czy ja nie przeczę sama sobie? A czy nie przeczy sam sobie kościół?Jestem zagubiona.

Szanowna Pani,

Bardzo dziękujemy za to pytanie i świadectwo Pani wiary.

Z tego, co Pani mówi, jednoznacznie wynika, że szczerze  i uczciwie poszukuje Pani prawdy i Boga w swoim życiu. To jest wspaniałe! "To, że nasze serce nie jest niezachwiane, znaczy również, że nie jest z kamienia; to, ze nasza wiara (w najszerszym możliwym sensie tego słowa) nie jest niezachwiana, może znaczyć po prostu, że jest żywa" jak to określił ks. Tomáš Halík w swojej książce "Co nie jest chwiejne, jest nietrwałe".

Rozumiem jednocześnie, że czuje się  Pani zagubiona, nie znajdując odpowiedzi, bądź nie rozumiejąc pewnych stwierdzeń, których naucza Kościół, lub za takowe się je uważa...

W swoim tekście porusza Pani bardzo wiele kwestii i nie sposób do nich wszystkich się odnieść. Na szczęście znakomita większość z nich była poruszana na tym forum. Dlatego, jeśli ma Pani chęć i czas, proponuję dalsze poszukiwania.

Główne Pani pytanie dotyczy herezji, czym ona jest? Czy w Pani wypadku można o niej mówić? Ponieważ jest to problem dość złożony, zachęcam do lektury bardzo ciekawego artykułu o. Marka Blazy SJ "Czy łatwo zostać heretykiem?" opublikowanego w Przeglądzie Powszechnym (wrzesień 2008) lub

http://www.deon.pl/religia/duchowosc-i-wiara/lyk-teologii/art,32,czy-latwo-zostac-heretykiem-w-kosciele,strona,1.html

Próbując jednak odpowiedzieć rzekłbym, że na podstawie tego co Pani pisze, heretykim (heretyczką) Pani nie jest.

Kodeks Prawa Kanonicznego jest, jak zwykle, dość precyzyjny:

"Kan. 751 - Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej".

Oczywiście rodzi się pytanie co to są prawdy "w które należy wierzyć wiarą boską i katolicką"?

Odpowiedź znajdujemy w kanonie poprzedzającym:

"Kan. 750 - Wiarą boską i katolicką należy wierzyć w to wszystko co jest zawarte w słowie Bożym, pisanym lub przekazanym, a więc w jednym depozycie wiary powierzonym Kościołowi i co równocześnie jako przez Boga objawione podaje do wierzenia Nauczycielski Urząd Kościoła, czy to w uroczystym orzeczeniu, czy też w zwyczajnym i powszechnym nauczaniu; co mianowicie ujawnia się we wspólnym uznaniu wiernych pod kierownictwem świętego Urzędu Nauczycielskiego"

Przekładając na język bardziej zrozumiały, chodzi o prawdy wiary, które Kościół formalnie uznał za objawione przez Boga. Mowa tu przede wszytkim o dogamatach (ale nie tylko). Oto lista przykładów, które wymieniła Kongregacja Nauki Wiary w dokumencie z 1998 r.:

"artykuły wiary z Credo, dogmaty chrystologiczne i maryjne; nauka o ustanowieniu sakramentów przez Chrystusa i o ich skuteczności co do łaski; nauka o rzeczywistej i substancjalnej obecności Chrystusa w Eucharystii i o ofiarnej naturze Mszy świętej; nauka o założeniu Kościoła z woli Chrystusa; nauka o prymacie i nieomylności Biskupa Rzymu; nauka o istnieniu grzechu pierworodnego; nauka o nieśmiertelności duszy duchowej i o zapłacie bezpośrednio po śmierci; o braku błędów w tekstach natchnionych Pisma Świętego; nauczanie, że bezpośrednie i umyślne zabójstwo niewinnej istoty ludzkiej jest niezwykle poważnym wykroczeniem moralnym."

Na podstawie tego, co Pani napisała, chyba jedynie "podważanie dogmatu o nieomylności papieża" mogłoby wskazywać na zagrożenie herezją. Lecz wydaje mi się, że brakuje tu przynajmniej dwóch warunków. Po pierwsze to podważanie jest "instynktowne, wewnętrzne", co raczej nie oznacza uporczywego zaprzeczania i powiątpiewania w tę prawdę wiary. Po drugie, i to jest zdecydowanie ważniejsze, odnoszę wrażenie, że nie rozumie Pani do końca znaczenia tego dogmatu, więc raczej podważa Pani jakieś twierdzenie, którego Kościół nie głosi.

Otóż dogmat o nieomylności papieża jest obwarowany bardzo wieloma uwagami. Najważniejsze, że nie dotyczy on jakiejkolwiek wypowiedzi Ojca świętego, a jedynie:

"gdy biskup Rzymu przemawia ex cathedra, to znaczy, gdy wykonując urząd pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan, na mocy swego najwyższego apostolskiego autorytetu określa naukę dotyczącą wiary lub moralności obowiązującą cały Kościół". (Sobór Watykański I, Konstytucja dogmatyczna o Kościele, 36).

Więc tak naprawdę chodzi o sytuacje bardzo wyjątkowe. Poza tym istnieje wiele różnych sposobów poprzez które Kościół pod przewodnictwem papieża naucza wiernych. Ważne jest, że nauczanie to ma wiele różnych poziomów ważności. Niektóre treści nauczania są bardzo istotne (np. kwestia wiary w Boga Trójedynego), inne mniej (np. ta, że antykoncepcję uznaje się za grzech, ale z zupełnie inych racji niż te przez Panią podane). Niektóre tematy są pozostawione do rozeznania samym wiernym (np. objawienia prywatne), a jeszcze inne nie są przedmiotem wiary, a jedynie praktyki Kościoła w jakimś czasie i miejscu (np. celibat, który przyrzekają zachować tylko niektórzy księża katoliccy). Też warto zdawać sobie sprawę, że sami teolodzy mają wielokrotnie problem z zakwalifikowaniem danej prawdy wiary do konkretnego poziomu nauczania. Znów mogę tylko odesłać do pogłębiania tematu czym jest nauczanie Kościoła np. tu:

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TD/magisterium_ard0.html

Nawiązując krótko do innych pytań.

Katolikiem się jest, ponieważ wierzy się tak jak Kościół, ponieważ uczestniczy się w sakramentach oraz ponieważ uznaje się hierarchię kościelną. Te trzy wymiary stanowią o komunii, czyli byciu częścią Kościoła. Dlatego ktoś, kto np. nie dba o życie sakramentalne, na własne życzenie wyłącza się w jakimś stopniu z komunii. Z tego też względu zachęcam do udziału w sakramentach, a swoimi wątpliwościami dotyczącymi prawd wiary proszę się dzielić ze spowiednikiem czy kierownikiem duchowym.

Na krytykę zawsze było miejsce w Kościele i jest dzisiaj, choć może struktura Kościoła nie pozwala zbyt łatwo "się przebić" ze swoim zdaniem. Ważne jednak jak się to robi i z jakich powodów. Pięknym przykładem takiej krytyki jest św. Katarzyna ze Sieny, która w późnym średniowieczu nie bała się wprost wytykać błędów papieżom i innym dostojnikom tak świeckim jak i duchownym. Była jednak osobą wielkiej wiary, pobożności i nade wszystko miłości do Boga i do Kościoła. Ta ostatnia niech będzie i dla nas ostatecznym krytrium tego kiedy, co i jak krytykować.

Serdecznie pozdrawiam i jeszcze raz zachęcam by nie ustawać w poszukiwaniach,

Czesław Wasilewski SJ

zobacz komentarze [9]